Tęczowa Fruzia

Według mnie wszystkie koty są piękne. Czasem to piękno jest bardzo widoczne w kociej powierzchowności – błyszczące futerko, kształtne oczy, długie, smukłe łapy… Czasem trzeba spojrzeć nieco głębiej – piękno drzemiące w środku – zjawiskowy charakter, cudne usposobienie, dobroć bijąca prosto z kociego serduszka.

A czasem… czasem jest wszystko co najlepsze w jednym kocie.

Fruzia urodziła się i wychowała na ulicy. Przypadek zadecydował, że poznałam jej karmicielkę, która bardzo pragnęła, by stadko jej podopiecznych znalazło dobrych, troskliwych opiekunów. A że ulica to nie miejsce dla kota, to razem z trójką jeszcze innych maluchów zabrałam Fruzię i postanowiłam znaleźć im domy.

Oprócz zniewalającej urody Fruzia uwodziła swoim niesamowitym charakterem – ciągle rozmruczana i wpatrzona w człowieka, a jednocześnie grzeczna i nienachalna – prawdziwa dama.

Nie muszę chyba dodawać, że znalezienie Fruzi domu, to było zadanie banalnie proste? Wystarczy na nią spojrzeć. 🙂

Reklamy

Kiedy ma się przedszkole…

Godzinami można patrzeć na maluchy, na igraszki, zabawy, pościgi, zapasiki inne wymyślne formy spędzania kocięcego czasu. Boskie Smakołyki  (Beza, Pulpet, Muffina i Klusia) są wyjątkowo urodziwe – okrągłe głowy i te blisko osadzone, niedodające intelektu oczęta – można przepaść z kretesem.

Maluszki w samą porę trafiły o ciepłego mieszkania, bo w tym roku zima zaskoczyła nie tylko drogowców. :/ 

Kocięta są zdrowe i czekają u mnie na swoich opiekunów. Przyznam się szczerze, że wcale mi się nie śpieszy… niech sobie czekają, aż ja zdążę się nasycić tym nieziemskim widokiem 🙂

Pręgusiowe dzieciaki

Galeria

This gallery contains 17 photos.

Pręgusia – kotka piękna, z rzadko spotykanym wzorem marmurkowym na futerku, inteligentna i niezwykle przebiegła. Takie najtrudniej upolować do sterylizacji. Zakusy na jej „płodność” są robione bezskutecznie już od dłuższego czasu. Dzieci ma cudne i jest troskliwą mamą, ale to … Czytaj dalej

Batgirl

Każdego ranka, bladym świtem przemyka niepostrzeżenie w tylko sobie znane, ustronne miejsce. Kombinezon, bez którego nie można przecież pokazać się światu – stan idealny. Zasuwa ekspres. Ostatnie spojrzenie w lustro. Wszystko na swoim miejscu. Głęboki wdech i zaczyna się… ratowanie świata…

Najpierw pościgi przez łóżko za niewidzialnymi potworami, monstrualnych rozmiarów insektami, drapieżnymi ogonami innych kotów, skoki z drapaka na niebezpiecznie czające się myszy i złowrogie pióra na patyku. Sprawdzić trzeba wszystkie kąty… Nie od dziś wiadomo, że najgorsze ukrywa się w zwojach kabli, reklamówkach i pod kołdrą. Ciężkie jest życie Batgirl. Jeszcze tylko kontrola kuwet… Żwirek jest przecież idealną kryjówką dla zła w czystej postaci!

Clear, można budzić resztę domowników. Przecież każdy superbohater potrzebuje jeść i miziać się! Do końca dnia trzeba poudawać zwykłego kota. 😉

Pierwsza pomoc

Pani Ewa wczoraj wyjątkowo poszła do pracy piechotą… Ciche „pi”, które usłyszała ze śmietnika niestety nie było szczurem. Z duszą na ramieniu zajrzała do kontenera, w nadziei, że to nie to, o czym myśli, a tam… po stercie odpadków gramoliło się małe Czarne Coś. Co mogła zrobić? Zawinęła w płócienny worek na zakupy, mocno przytuliła i pobiegła do pracy. Kociaczek ma ok. 3 tygodni, nie je samodzielnie, nie załatwia się samodzielnie, a pani Ewa z takim maluchem do czynienia ma pierwszy raz. Niestety moja pomoc nie mogła polegać na zabraniu szkraba. Dostarczyłam kocyki, podkłady, termoforek, mleko, leki, wytyczne dotyczące opieki i pani Ewa od dziś ma żłobek w domu. Czarne Coś łapczywie dopadło do strzykawki z mlekiem. Po masażu brzuszka elegancko zrobiło siusiu i kupkę. Będziemy maluszka doglądać i trzymać za niego kciuki.

Warszawskie adopcje

Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak się ostatnio dzieje, że sporo zapytań o kociaki, a w konsekwencji też niektóre adopcje finalizuję w Stolicy. Nie martwi mnie to oczywiście, bo daleko z Warszawy do Piotrkowa nie jest, a poza tym, jak dobry dom, to warto pokonać każdą drogę.

Tym razem padło na Ocelkę i Fortunkę, a lekko przerażony M. musiał się tym wyjątkowo zająć sam. Po wcześniejszych rozmowach telefonicznych, wymianie mailowej oraz kilkunastodniowym oczekiwaniu wyjechał transport do Warszawy. Każda z dziewczyn trafiła w inne miejsce i w „innym charakterze” – Ocelka na jedynaczkę, a Fortunka na dokocenie. 

Ocelka złapała klimat w nowym domku błyskawicznie. Obleciała wszystkie kąty, przetestowała zabawki, wyczyściła miseczkę, skorzystała z kuwetki i poszła spać. Podekscytowani „rodzice adopcyjni” zakochali się w pannie na zabój. Od tej pory bura uliczna kotka stała się Luną Boginią Księżyca.

Fortunka miała pod górkę. 😦 Mimo dobrych chęci nowych opiekunów, kotka nie została zaakceptowana przez starszą rezydentkę. Dodatkowo (być może stres i zmiana otoczenia) przyszły problemy zdrowotne. Gdy zapadła decyzja o powrocie Fortunki do Piotrkowa pojawiło się się światełko w tunelu… trzecie rozwiązanie… Ania i Olek, opiekunowie Luny, którzy śledzili losy Fortunki i mocno jej kibicowali postanowili zabrać ją do siebie. 🙂

Nadpobudliwa Luna ma teraz towarzyszkę zabaw – Mikę. Dziewczyny dogadały się w oka mgnieniu. Wspólnie się bawią, wspólnie okupują kolana swojej Pani, wspólnie wygrzewają w promieniach słońca.

Trwają też prace nad ustabilizowaniem stanu zdrowia Miki, która ciągle boryka się z problemami jelitowymi i awersją do kuwety… Ania staje na głowie, by pomóc małej. Jej zaangażowanie na pewno przyniesie rezultaty. Jestem o tym przekonana, potrzebny jest tylko czas…