Mieszkanie to nie muzeum

…za każdym razem powtarzam to sobie, gdy koty doprowadzają do ruiny jego fragment. Najtrudniej jest znieść stratę, gdy dotyczy czegoś, co darzyliśmy szczególną atencją lub miało wartość sentymentalną. Gdy zobaczyłam ofiarę Groszka zakipiało we mnie… przez moment oczywiście, bo jak tu się gniewać na te wielkie maślane oczy. Czy jest na to jakieś lekarstwo? Najprostsze rozwiązanie, to „nie mieć”. Nie mieć kotów lub nie mieć firanek (bo o nich tu mowa). Jak pogodzić miłość do futer z zamiłowaniem do ładnych (nieodpornych na koty) przedmiotów? Mnie do głowy przychodzi tylko jedno – drugi etat 😉

Ofiara przemocy, szydełkowa zazdrostka:
 

Sprawca przemocy – Grochu:

Reklamy