W pionie czy w poziomie?

Niedawno dowiedziałam się o pewnej kociej klasyfikacji, według której koty dzielimy na tzw. pionowe i poziome. Mając wiedzę na temat tego, do której grupy należy nasz kot, możemy efektywniej zaplanować domową przestrzeń i tym samym zapobiec wielu zniszczeniom mienia wynikającym z kociej natury, nie jak niektórzy sądzą, perfidnej złośliwości.

Koty pionowe drapią fotele, otomany, futryny i inne powierzchnie nachylone pod kątem (plus minus) 90 stopni do podłogi. Koty poziome preferują siedziska, dywany, chodniki, tudzież drewniane podłogi. Od tego, do której kategorii zaliczamy naszego kota, uzależniony jest wybór drapaka. Słupek czy mata? Oto jest pytanie! 

Pionowa Amelka :)

Pionowa Amelka 🙂

Rydzyk demonstrujący "kota pionowego"

Rydzyk demonstrujący „kota pionowego”

Niestety, koty tak łatwo nie poddają się kategoryzacji. 😉 

PO PIERWSZE
Istnieje typ mix, który w zależności od różnorodnych czynników zewnętrznych i wewnętrznych preferuje obcowanie ze wszystkimi drapakami niezależnie od ich kąta nachylenia do podłoża.

Rolex Mix (tu w poziomie)

Rolex Mix (tu w poziomie)

PO DRUGIE
Często mamy do czynienia z typem anty, który jest zwolennikiem drapania wszystkiego, byleby tylko nie było drapakiem. Przypadki dokuczliwe, aczkolwiek stosunkowo rzadko w przyrodzie spotykane.   

I PO TRZECIE
Są jeszcze rodziny „wielokotne” (DT się również zaliczają do tej kategorii), w których mamy do czynienia ze wszystkimi istniejącym w naturze typami. Te ostatnie muszą być w posiadaniu wszelakich w swej formie drapaków, mat sizalowych i zabawek oraz w nieposiadaniu mebli delikatnych, drogich, tureckich dywanów, samozaczepiających się o pazury firan i wielu innych przedmiotów zupełnie (jak się z czasem okazuje) do życia zbędnych.

Każdy kot ma dwa końce

Pierwszy koniec kota:
Obcowanie z kotem relaksuje, odpręża, obniża ciśnienie krwi. To udowodnione naukowo. Niska częstotliwość jego pomruków działa terapeutycznie. Leżenia na kanapie z kubkiem gorącej herbaty i wtulonym w człowieka kotem nie da się porównać z niczym innym i niczym innym zastąpić. ♥ Obserwowanie rozbrykanego mruczka jest doskonałą alternatywą rozrywki przed telewizorem czy komputerem. Godzinami można patrzeć na harce, zabawy, wygłupy i pościgi swojego pupila. Swoją ekwilibrystyką i pomysłowością potrafi rozbawić nas do łez. Śmiejemy się do rozpuku, szczerze, a z każdym wdechem dotleniamy organizm i produkujemy endorfiny. ♥ Przyjemność z uszczęśliwiania kota nowo nabytymi smakołykami – bezcenna. Ociera się o nas w podziękowaniu, pomiaukuje radośnie. Toniemy w jego „shrekowo” rozszerzonych źrenicach ♥ I ta rozpierająca duma, gdy odwiedzają nas znajomi i rozpływają się nad urodą naszego kota, jego błyszczącą, zadbaną sierścią, delikatnymi, miękkimi ruchami i nienagannymi manierami.

Drugi koniec kota:
Czasem jest jednak daleko od ok, a o spokoju i długich ruchach można zapomnieć. Niespodzianki, jakie zdarza się zastać w domu po powrocie z pracy, potrafią przejść nasze najśmielsze przypuszczenia. Rozbita doniczka, którą wieźliśmy pół Polski z Jarmarku Dominikańskiego, podarta w strzępy zazdrostka – pamiątka rodzinna po babci, wybebeszony fotel, choć zaraz obok stoi piękny, kupiony za fortunę, nowiusieńki drapak. ♥ Rosnące ciśnienie nam raczej nie służy, gdy projekt na wczoraj daleko w lesie, a nasz kot zapragnął spacerować po klawiaturze i ocierać się o monitor. Wielokrotnie zrzucany na podłogę wraca jak bumerang. ♥ Nowy smakołyk? Rozczarowanie, foch i ignorowanie przepysznego dania w misce potrafi czasem frustrować, gdy uświadomimy sobie ile zachodu kosztowało nas jego zdobycie. ♥ I ten wstyd, gdy akurat podczas niedzielnego obiadu ze znajomymi, między drugim daniem a deserem, nasz kot postanowił zrobić najbardziej cuchnącą na świecie kupę i to jeszcze niekoniecznie do kuwety.