Wielofunkcyjność a specjalizacja

Jedna Łódź. Jeden sobotni poranek. Dwie rozmowy telefoniczne do Fundacji Miasto Kotów. Dwa różne światy.

odsłona pierwsza:
– Przykro nam, ale w tej kwestii nie jesteśmy w stanie Pani pomóc. Możemy pomóc w poszukiwaniu innych organizacji w Pani mieście, które będą bardziej kompetentne i które są bliżej problemu.
– Dlaczego tego nie robicie? To kto ma to robić? Przecież ten problem też jest związany z kotami! Domy tymczasowe, adopcje?  A co to za praca?
– Jesteśmy niewielką, lokalną fundacją, która skupia się na realizacji kilku wybranych działań, ale to co robimy, robimy najlepiej jak potrafimy. Nie da się robić wszystkiego. Specjalista od wszystkiego, to zazwyczaj specjalista od niczego. Chyba się Pani z nami zgodzi w tej kwestii.
– $#&&^@*&%… 

odsłona druga:
– Dlaczego chcecie Państwo kotka akurat z naszej Fundacji?

– W sumie szukaliśmy w wielu, ale u was ujęło tas to, jak poważnie i obowiązkowo podchodzicie do procesu adopcji. Dużo rygorystycznych wymagań, ale to świadczy o tym, jak bardzo wam zależy na tych zwierzętach. Nawet trochę się obawiamy, czy uda nam się te warunki spełnić, ale zrobimy wszystko co w naszej mocy.
– 🙂

Globalna kocia wioska

Nie podejrzewam, by globalna kocia wioska różniła się znacząco od innych społeczności internetowych pod względem zawartości w swych szeregach frustratów, hejterów i ludzi delikatnie mówiąc ” z problemami”, ale to przez co przeszłam, a właściwie przez co przeszło Miasto Kotów, było dla mnie trudne do ogarnięcia. 

Postanowiliśmy jako fundacja przystąpić do konkursu Krakvetu, dzięki któremu co miesiąc jedna organizacja wygrywa znacząca sumę pieniędzy z przeznaczeniem na jedzenie i żwirek dla swoich podopiecznych. A dlaczego byśmy mieli nie przystąpić? Spełniamy wymogi regulaminu. Jesteśmy już zarejestrowaną, oficjalną organizacją pro zwierzęcą. Nic nie stało na przeszkodzie…

Teoretycznie nic nie stało i pewnie nic by nie stanęło, ale… zaczęliśmy w ankiecie prowadzić. Zaczęło się delikatnie – od oskarżeń natury etycznej (mało podopiecznych, krótki czas istnienia, zabieranie innym, bardziej potrzebującym…). Nadal prowadziliśmy, więc ataki zaczęły przybierać na sile – że oszukujemy, że Krakvet oszukuje, że oszukujemy wspólnie z Krakvetem… brakowało tylko paktu z diabłem. :/ Ten ostatni argument paść nie zdążył, chyba tylko dla tego, że ankieta dobiegła końca.

Wygraliśmy, z czego bardzo się cieszymy. Wygraliśmy uczciwie, dzięki glosom naszych sympatyków (organizator sprawdził prawidłowość przebiegu głosowania), ale niesmak i powidok awantury i oskarżeń jeszcze w sieci pozostał…

Dziękujemy firmie Krakvet za organizowanie od wielu lat tego konkursu i wytrwałość w tym co robi. Dziękujemy wszystkim naszym sympatykom i przyjaciołom, którzy wspierali nas słowem i swym głosem w ankiecie.

A sieciowym wichrzycielom dziękujemy.

Metoda małych kroków

Blog zaniedbany, ale mam bardzo poważne wytłumaczenie – ruszyła Fundacja. Oczywiście wrócę i do tego, bo pisanie i dzielenie się tym co widzę i robię sprawia mi ogromną frajdę. Nie odpuszczę, choć nieco zwolnię. 🙂

Rozkręcanie Fundacji pochłania większość mojej energii i pewnie będzie tak jeszcze przez czas jakiś. Mam na głowie więcej obowiązków, więcej pracy, więcej wszystkiego… oprócz czasu oczywiście. 🙂 Mogłoby się wydawać, że powinien też towarzyszyć temu ogromny stres, a tu niespodzianka. Jest tak, jak miałam nadzieję, że będzie – bez chaosu, bez pośpiechu, bez przymusu, bez tarć i krzyków. Jest nas mała grupa, ale każdy wie czego chce i wie co ma robić. No i jeszcze Ci wszyscy życzliwi ludzie bliżej lub dalej, którzy od dawna obserwują naszą pracę i wiedzą, że Miasto Kotów nie spadło z Księżyca, którzy nam kibicują, wspierają słowem i działaniem. Oni są dowodem na to, że warto budować na solidnych fundamentach, firmować sobą to, w co się wierzy w stu procentach, mówić co się myśli, działać bez dysonansu między mową a czynem, wierzyć własnej intuicji…

Wszystko ładnie się układa. Skłamałabym pisząc, że jest idealnie. Nie jest, bo pomaganie jest nieprzewidywalne, koty są nieprzewidywalne, ludzie są nieprzewidywalni, finanse raz są, raz ich nie ma. Stresu też troszkę jest. Na szczęście nie paraliżuje, nie spala, a motywuje i nakręca do dalszego działania. Zobaczymy co będzie dalej…

Piotrków – Miastem Kotów

Stało się! Piotrków od 25 maja jest Miastem Kotów 😀 Mam już trochę doświadczenia w opiece nad kotami. Mam kilkoro ludzi podobnie zakręconych jak ja. To wystarczyło, by założyć fundację. Teraz tylko trzeba mieć nadzieje, że to wystarczy również, by ją utrzymać, dobrze rozwijać i pomagać jak największej liczbie potrzebujących futer.

Miasto Kotów