Lover and bodyguard

Każdą swoją podopieczną kocha bezgranicznie, całą mocą swojego czarnego, futrzastego serducha. Jest kompanem do zabaw, karcącym ojcem, bratem, stróżem, higienistą. Żadnej nie daje odczuć, że były przed nią inne i że z pewnością będą po niej następne. Delikatny, czuły, oddany, męski i obowiązkowy – taki jest Kuku. Po prostu – lover i bodyguard w jednym.

Reklamy

12 thoughts on “Lover and bodyguard

  1. Uwielbiam te Twoje zdjęcia, bo one świetnie oddają to, co dzieje się w porządnym domu tymczasowym 🙂 I tak po cichu zazdroszczę tych kocich gości w Waszym domu… A Kuku to super hero wujek 😀

    • No takie sobie zdjęcia.. w niczym nie dorównują „rudym fotom”, ale dziękuję za dobre słowo, bo staram się jak mogę 🙂
      A co do porządnego domu tymczasowego, to tu skromna nie będę 🙂 – jest porządny 🙂

      • Nie zgadzam się! Po prostu skromna jesteś i tyle, foty są rewelacyjne 🙂 A dom – wiadomo, tutaj o skromność bym Ciebie nie podejrzewała, robisz wielką i świetną robotę, a kociaki, które wychodzą z Twojego domu, to odchuchane skarby 🙂

  2. Dziś znalazłam tego bloga i z miejsca się zakochałam, w fenomenalnej jakości zdjęciach, mądrych tekstach, nieziemsko pięknych kotach (to akurat żaden cud, wszystkie koty są nieziemsko piękne). Co za wspaniałe miejsce, ten tymczasowy dom i ten blog! Bardzo dziękuję, na pewno będę od teraz stałym gościem 🙂
    A Kuku bardzo przypomina mi mojego ukochanego (psst, mam nadzieję że pozostałe trzy futrzaki nie usłyszały…) Topika, vel Migotka. Też smoliście czarny z jedwabnym połyskiem, futerko jak najprzedniejszej jakości gęsty, króciutki, miękki aksamit, a przede wszystkim błyskotliwa, lotna inteligencja i niezwykle przyjazny i wyrozumiały stosunek do świata ożywionego i nieożywionego (to chyba pochodna tego intelektu…). Przybył do naszego domu niejako przez przypadek (mieliśmy przygarnąć jego siostrę, ale podczas wizyty zapoznawczej wskoczył mężowi na kolana, zwinął się w kłębek w zgięciu jego (męża) łokcia i słodko zasnął – byliśmy „trafieni, zatopieni”) i w niemowlęctwie wyglądał jak „piorun w rabarbar” (siostra zresztą też, ją oczywiście też zaprosiliśmy do wspólnego mieszkania) – stąd dostali imiona Topik i Topcia. Teraz, gdy wyrośli, urodą, charakterem i zachowaniem zdecydowanie są Migotkiem i Panną Migotką (tyle tylko, że oba są czarne).
    Przepraszam za to wodolejstwo, ale mam wrażenie, że akurat Autorka tak przepełnionych miłością wpisów o kotach zrozumie, że o ukochanych kotach strasznie trudno jest NIE pisać dużo…
    Kończąc: czy mogłabym się dowiedzieć, jakiego sprzętu używa Pani do fotografowania czarnych kotów, np. Kuku? (Widziałam też zdjęcia czworga rodzeństwa o apetycznych imionach – cudo absolutne!) Ja bezskutecznie usiłuję zrobić mojemu Migotkowi przyzwoite zdjęcie oddające jego powalające piękno: albo włącza się lampa błyskowa i psuje cały efekt, albo zdjęcie wychodzi nieostro… Możliwe zresztą, że przyczyną jest nie tyle sprzęt fotograficzny, co raczej moja „sprawność inaczej” w zakresie obsługi urządzeń elektronicznych 😉
    Jeszcze raz, dziękuję za wszystko, co Pani robi dla kotó i za to, że znajduje Pani czas na tworzenie tegobloga.
    Pozdrawiam,
    Joasia

    • Bardzo się cieszę i dziękuję za taaaaaaaaaaakie komplementy 🙂 Aż chce się dalej pomagać, fotografować i o tym pisać 🙂 Czuję się zaszczycona, że dołączasz Joasiu do grona czytelników mojego bloga 🙂 A zdjęcia? Zdjęcia robię Nikonem lustrzanką, bez lampy, po małym kursie fotograficznym 🙂 Ale kocham fotografować koty, więc pewnie efekt jest też zasługą miłości 😀

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s