Pierwsza pomoc

Pani Ewa wczoraj wyjątkowo poszła do pracy piechotą… Ciche „pi”, które usłyszała ze śmietnika niestety nie było szczurem. Z duszą na ramieniu zajrzała do kontenera, w nadziei, że to nie to, o czym myśli, a tam… po stercie odpadków gramoliło się małe Czarne Coś. Co mogła zrobić? Zawinęła w płócienny worek na zakupy, mocno przytuliła i pobiegła do pracy. Kociaczek ma ok. 3 tygodni, nie je samodzielnie, nie załatwia się samodzielnie, a pani Ewa z takim maluchem do czynienia ma pierwszy raz. Niestety moja pomoc nie mogła polegać na zabraniu szkraba. Dostarczyłam kocyki, podkłady, termoforek, mleko, leki, wytyczne dotyczące opieki i pani Ewa od dziś ma żłobek w domu. Czarne Coś łapczywie dopadło do strzykawki z mlekiem. Po masażu brzuszka elegancko zrobiło siusiu i kupkę. Będziemy maluszka doglądać i trzymać za niego kciuki.

Reklamy

Warszawskie adopcje

Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak się ostatnio dzieje, że sporo zapytań o kociaki, a w konsekwencji też niektóre adopcje finalizuję w Stolicy. Nie martwi mnie to oczywiście, bo daleko z Warszawy do Piotrkowa nie jest, a poza tym, jak dobry dom, to warto pokonać każdą drogę.

Tym razem padło na Ocelkę i Fortunkę, a lekko przerażony M. musiał się tym wyjątkowo zająć sam. Po wcześniejszych rozmowach telefonicznych, wymianie mailowej oraz kilkunastodniowym oczekiwaniu wyjechał transport do Warszawy. Każda z dziewczyn trafiła w inne miejsce i w „innym charakterze” – Ocelka na jedynaczkę, a Fortunka na dokocenie. 

Ocelka złapała klimat w nowym domku błyskawicznie. Obleciała wszystkie kąty, przetestowała zabawki, wyczyściła miseczkę, skorzystała z kuwetki i poszła spać. Podekscytowani „rodzice adopcyjni” zakochali się w pannie na zabój. Od tej pory bura uliczna kotka stała się Luną Boginią Księżyca.

Fortunka miała pod górkę. 😦 Mimo dobrych chęci nowych opiekunów, kotka nie została zaakceptowana przez starszą rezydentkę. Dodatkowo (być może stres i zmiana otoczenia) przyszły problemy zdrowotne. Gdy zapadła decyzja o powrocie Fortunki do Piotrkowa pojawiło się się światełko w tunelu… trzecie rozwiązanie… Ania i Olek, opiekunowie Luny, którzy śledzili losy Fortunki i mocno jej kibicowali postanowili zabrać ją do siebie. 🙂

Nadpobudliwa Luna ma teraz towarzyszkę zabaw – Mikę. Dziewczyny dogadały się w oka mgnieniu. Wspólnie się bawią, wspólnie okupują kolana swojej Pani, wspólnie wygrzewają w promieniach słońca.

Trwają też prace nad ustabilizowaniem stanu zdrowia Miki, która ciągle boryka się z problemami jelitowymi i awersją do kuwety… Ania staje na głowie, by pomóc małej. Jej zaangażowanie na pewno przyniesie rezultaty. Jestem o tym przekonana, potrzebny jest tylko czas…

Narodziny motyla

Galeria

This gallery contains 36 photos.

Łapka należy do tych kotów, które na pierwszy rzut oka nie wzbudzają większych emocji. Buraska jak to buraska i jeszcze mocno wypłoszona. Tego kwiatu… pomyślałam sobie, gdy przyjechała do mnie na tymczasowy tymczas. Zaszyła się na trzy dni za kanapą, a ja… ja się bardzo pomyliłam… … Czytaj dalej

Poop overboard!

naDrapaku nie jest zawieszony w próżni. Wokół jest jeszcze środowisko „okołokocie”. :), czyli znajomi mniej lub bardziej lubiący koty, trochę zaprzyjaźnionych karmicieli oraz inne domy tymczasowe. Tych ostatnich jest najmniej i są na wagę złota, więc musimy trzymać się razem. To wzajemne wsparcie czasem polega, tak jak w przypadku Migotki, na kocich roszadach spowodowanych „nieatrakcyjnymi” okolicznościami.

Panna Migotka trafiła do mnie od Gosi, gdzie przebywając na tymczasie, jej socjalizacja szła bardzo opornie. Co więcej, opornie szła również nauka korzystania z kuwety! Wspólnie z Gosią ustaliłyśmy, że zmiana miejsca, bardziej intensywny kontakt z ludźmi i towarzystwo dobrze wychowanych kotów salonowych może to zmienić. 🙂

Do przyjęcia Migotki przygotowałam się pieczołowicie. Wzrosła liczba misek, zabawek a w szczególności KUWET. Pierwsze dni nie wróżyły szybkich postępów, aż tu nagle nastąpił natychmiastowy przełom. Wszystko stało się w jednym momencie… w jednym momencie Migotka przeobraziła się w kuwetowego czyściocha i nieziemskiego miziaka. Takie cuda nie zdarzają się często, ale jak już się zdarzą, to nie ma co narzekać i dociekać. Prawda? 😀

Tym sposobem „kieszonkowa” Migi o cudnym marmurkowym futerku jest gotowa do adopcji.

Szaleństwo prezentów

Kurier najlepszym przyjacielem kotów jest! Przynosi to, co koty uwielbiają najbardziej – pudełka! Czasem zdarzy się jednak, że futrom spodoba się też to, co jest w środku. 🙂 

A zaczęło się od przypadkowo znalezionego w sieci konkursu. Pomyślałam, że warto spróbować wygrać coś dla maluszków., a nagrody od Pet Supplies prezentowały się wyśmienicie. No i poza tym, kocich akcesoriów w DT nigdy nie jest za wiele.

O tym, że Klara i jej cudna fotka zajęły w konkursie III miejsce, już pisałam. Nie pochwaliłam się jednak tym, że organizator konkursu postanowił wesprzeć nas dodatkowo. Wielkie pudło, które do nas dotarło wzbudziło ogromne zainteresowanie wszystkich futer. No i ta zawartość! Domownicy stali i tymczasowi rzucili się do testów. Jedni postawili na aktywność ruchową w Pałacu Zabaw… 

…inni na „narkotyczne” uniesienia z aromatyczną kocimiętką…

Wśród prezentów znalazło się też sześć ważnych paczuszek, których nikomu nie wolno było rozszabrować. Te tajemnicze pudełka, to zestawy startowe dla kociaków (Litter Box Value Kit), które zostaną „wyadoptowywane” razem z naszymi tymczasami do domów stałych. Takie prezenciki na nową  drogę życia. 🙂

Relaks bez kota!?

Znam taki sposób. 🙂 Jesienne spacery po lesie, to coś, co mnie niesamowicie relaksuje, wycisza i ładuje baterie na wiele dni. Mogę tak chodzić godzinami, a jeszcze jak przy okazji znajdę parę grzybów, to jestem wniebowzięta.

Tegoroczny wrzesień nie jest zbyt łaskawy dla grzybiarzy, ale na pogodę, słoneczko, cudne babie lato narzekać nie można… 

„Dalmatyńczyki”, czyli mikro kotki w łatki

Galeria

This gallery contains 18 photos.

„Dalmatyńczyki”, to czterotygodniowe, zupełnie niesamodzielne maluszki, które zostały zabrane z miejskiego schroniska. Wystarczyło, że porzucone trafiły tam tylko na dwa dni, by z pięciu udało się przeżyć jedynie trzem. Teraz trwa walka o ich zdrowie i życie. G. ma w … Czytaj dalej