Koty na blejtramy

Chyba przepadnę na jakiś czas w otchłani folderów z kocimi fotami. Nazbierało mi się tego i wstyd się przyznać, ale nigdy nie robiłam w nich porządku. I teraz, kiedy zachciało mi się „kotów na ścianę” muszę przebrnąć przez miliony plików, by wyszukać te jedyne, najpiękniejsze :/

Mam już pierwsze typy 🙂

Nadchodzi nowe

Niektóre rozstania są nieuniknione. naDrapaku idzie w swoją stronę a Fundacja Kocia Mama w swoją. Będzie mi trochę trudniej, bo zupełnie na własną rękę, ale czasem zmiany z pozoru skomplikowane są potrzebne i przynoszą coś dobrego.

Nadal będę pomagać kotom, to na pewno nie ulegnie zmianie 🙂 I oczywiście nadal będę o tym opowiadać 🙂

Jaja sznurkowe

Sznurek jutowy na początku nie wydawał mi się dobrym rozwiązaniem… wiadomo… koty…, ale to wcale nie jest taki zły pomysł. Po świętach takie jajo będzie stanowiło doskonałą zabawkę. Po co ma leżeć przez cały rok i kurzyć się w zakamarkach pawlacza lub piwnicy.

Proszę Państwa oto jaja sznurkowe, czyli zabawka dla kota i ozdoba wielkanocna w jednym 😉

Sisi gremlinek

Taka to ma szczęście. Niedostępna ale piękna, więc telefony się urywały. Ostatecznie dziewczyna pojechała do swojego nowego opiekuna do Łodzi. Być może nigdy nie będzie z niej typowego „nakolankowca”, ale czy to ważne? Na pewno będzie cieszyć oczy swoją zjawiskową urodą. W nowym domu do towarzystwa ma druga kotkę, która łagodnym usposobieniem nadrabia za obie 🙂

Ostatnia sesja w domu tymczasowym 🙂

Tata Kuku

Instynkt tacierzyński Kuku kwitnie. Dumnie przechadza się po mieszkaniu zerkając od czasu do czasu, czy cała rebiata podąża za nim. Nadzoruje zapasiki i figle. Czasem skarci. Podczas posiłków pilnuje, czy przypadkiem, któremuś maluchowi nie dzieje się krzywda, czy Rudolf nie podkrada, czy Beńka nie bije… Po posiłku wygodnie się układa a na nim maluchy wtulone jak w poduchę.


Sjesta z tatą Kuku.

Zero wdzięczności ;D

Pako nie bardzo czuje się zobowiązany po tym, ile dla niego zrobiłam. Nie pamięta tych chwil, gdy zupełnie zdany na mają łaskę leżał wtulony w kocyk na kolanach. Kila dni temu, razem z całkowitym powrotem do zdrowia, przypomniało mu się, że jest dzikim kociakiem. Zaszczyt pogłaskania go spotyka mnie tylko w porze karmienia lub gdy zaskoczę go we śnie.

Jakoś mi to nie przeszkadza. Najważniejsze, że wygraliśmy batalię z wirusem. Pako wyzdrowiał, a na oswajanie jeszcze przyjdzie pora 🙂